PL/EN


 

 

 

 

Untitled Document
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

 



PORTRETY

Winston, Kenia.

Urodziłem się 14 października 78 roku w Nairobi, czyli w stolicy Kenii. W naszej rodzinie jest czworo dzieci. Mam starszą siostrę, ja jestem drugi w kolejce, później młodsza siostra, która też studiuje w Polsce i młodszy brat. Starsza siostra właśnie skończyła w Anglii studia prawnicze, młodsza siostra studiuje medycynę, a brat prawo. Ojciec jest prawnikiem, mama emerytowaną pielęgniarką.
Ja, co prawda urodziłem i wychowałem się w mieście, ale jest u nas taka tradycja: po pierwsze każdy należy do jakiegoś plemienia. Plemię to nie kilkanaście osób, to są miliony. Moje plemię nazywa się Luo, w dalekiej przeszłości żyliśmy z rybołówstwa. Tradycja jest taka, że nawet, jeśli ktoś mieszka w mieście, ma jakieś ziemie ojczyste, więc, mimo, że wychowałem się w mieście, często jeździłem do babci nad jezioro. Tam życie wyglądało zupełnie inaczej. Wtedy nie było jeszcze prądu. Choć byłem przyzwyczajony do miejskich warunków, na wsi przestawiałem się na inny tryb życia. Gotowanie na ogniu, woda ze studni…
Jeśli chodzi o strukturę każdego domostwa w naszej tradycji: przy domu rodziców każdy z synów musi zbudować swój dom. Obojętnie, czy ma dom w mieście, czy nie. Żeby tradycja i powinności były spełnione, każdy facet musi zbudować dom na ziemi rodziców. I Buduje się po kolei, według wieku: najbliżej rodziców, po prawej stronie ich domu, buduje pierwszy syn, potem po lewej drugi i tak naprzemiennie. Kobiety wychodzą za mąż i przeprowadzają się do innych domów, innych rodzin. Ja jeszcze nie wybudowałem domu obok rodziców, ale wybuduję.
Po maturze szukałem miejsca gdzie mogę studiować. Ze względu na koszta Polska była w miarę przystępna, poziom nauczania był też w porządku. Wtedy w Kenii dosyć często były zamykane Uniwersytety. Studenci byli aktywni politycznie i gdy tylko coś im się nie podobało, od razu wychodzili na ulicę. Były zamieszki, walki z policją i zamykano uczelnie. Potem kolejne roczniki musiały długo czekać by zapisać się na jakieś studia. Polska była szybszą opcją, by od razu po maturze zacząć się uczyć.
Pierwszy moment pobytu w Polsce nie był zbyt miły. Przyjechałem we wrześniu i trafiłem na bardzo deszczową pogodę… było szaro, zimno. Celniczka, z którą miałem pierwszy kontakt nie mówiła po angielsku. Wyglądała i mówiła bardzo agresywnie, sądząc po minie i tonie głosu. Bardzo drobiazgowo kontrolowano moje rzeczy i mnie osobiście. Skontrolowano nawet koleżankę, która wyszła po mnie na lotnisko! Było trudno. Dodatkowo jeszcze stres samotnej podróży, nowego miejsca… Na miejscu okazało się, że niewiele osób mówi po angielsku, ani w żadnym innym znanym mi języku. Jednak po jakimś czasie zadomowiłem się.
Kurs językowy trwał rok. Pierwszy wykład był bardzo ciężki, zdążyłem zanotować tylko datę, bo wykładowca mówił tak szybko. Potem rozumiałem coraz lepiej. Po przybyciu do Polski zaskoczyło mnie, że kobiety palą tu papierosy. Widziałem palącą kobietę w Kenii raz, może kilka razy i zazwyczaj była to babcia paląca domowo robione papierosy albo, w mieście… to były prostytutki. Gdy przyjechałem byłem zaskoczony ile kobiet pali i najwyraźniej nie były to kobiety zajmujące się prostytucją, ani nie były to stare babcie!

Z rasizmem w Polsce jest tak: nie można generalizować, ale jest jeszcze dużo rasistów. Aktywnych i biernych. Są tacy, którzy nic wprost nie powiedzą, ale sprawiają wrażenie… cichego przyzwolenia. Kiedy pojawi się ktoś, kto mówi wprost o co mu chodzi, to czasami widać w rekcjach innych ludzi takie... zadowolenie. Jest też dużo ataków słownych, fizycznych… I wydaje mi się, że ludzie albo tego nie widzą, albo tego nie chcą widzieć. Jest jednak równie dużo osób tolerancyjnych.

Chciałbym być chirurgiem, albo zająć się medycyną sportową. Docelowo chciałbym wrócić do siebie, ale najpierw chcę zdobyć doświadczenie i zaplecze finansowe. W Kenii nie ma dużej pomocy od rządu. Dopiero od niedawna wykształcenie jest tam darmowe. Kiedy byłem mały trzeba było płacić nawet za wykształcenie podstawowe. W kraju chciałbym otworzyć swój własny gabinet.
Myślę, że po powrocie będę musiał od nowa się przyzwyczaić do Kenii. W Polsce spędziłem już dziesięć lat. Jeszcze trochę czasu spędzę poza domem. Wyjechałem w czasie, kiedy kształtowała się moja tożsamość. Byłem nastolatkiem. Po części czuję się jakbym miał 2 kraje. Należę i tu i tu. Jestem gościem i tu i tu. Kenia to mój kraj, moja kultura, ale są pewne elementy, których musiałbym nauczyć się od nowa.

 

 

 

 
Copyright ©Forum Kultur