PL/EN


 

 

 

 

Untitled Document
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

 



PORTRETY

WIERA

Do Poznania przyprowadziła mnie wielka miłość, która zaczęła się 5 tysięcy kilometrów stąd , czyli w Nowosybirsku. Tam właśnie poznałam swojego męża, Piotra. Coś się od razu między nami przydarzyło. Jakiś ogień. To była wiosna, kwiecień, a tam jest wtedy bardzo zimno. Pamiętam ten kwietniowy śnieg jak dziś. Zaczęliśmy pisać do siebie listy. Mieszkałam w Permie, ale pracowałam w ciągłych rozjazdach. On ciągle jeździł w delegacje do rosyjskich miast. Spotykaliśmy się, kiedy tylko mogliśmy, choćby na króciutko. To było coś niesamowitego. Nam było ciągle tych spotkań mało i wtedy on zaprosił mnie do siebie, do Poznania. Mój pierwszy przyjazd był króciutki, ale wyjątkowy. To było tuż przez Bożym Narodzeniem. Przyjechałam tylko na kilka dni i to z wielkimi trudnościami. Wtedy nie było łatwo dotrzeć do Polski, kupić bilet. Udało mi się to wszystko jakoś załatwić, ale niestety zaproszenie, które mi wysłał było już nieaktualne. Mimo to postanowiłam przejechać te kilka tysięcy kilometrów. Na granicy chcieli mnie zatrzymać, ale zlitowali się, kiedy zobaczyli, że mam bilet powrotny na samolot za trzy dni, że nie mam prawie żadnych bagaży, nic na handel. Wariatka, pomyśleli, i puścili mnie dalej. Wtedy poznałam rodzinę Piotra i Poznań. Kiedy tylko wróciłam do Rosji dostałam od razu zaproszenie na dłużej, na lato. Tego lata dostałam od Piotra zaręczynowy pierścionek. Wróciłam do Rosji tylko po to by załatwić swoje sprawy i przyjechałam do męża. Zostawiłam za sobą wszystko. Swoją artystyczną karierę, rodzinę. Jestem tu od 17 lat.

Wzięliśmy skromny ślub w gronie jego rodziny i znajomych i tak zaczęło się nasze wspólne życie. Największym problemem był dla mnie język. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z językiem polskim, więc mąż postanowił mnie go nauczyć. Mieliśmy zeszyt, elementarz. Pisałam, czytałam i uczyłam się mówić. Wychodziłam na Rynek Łazarski i uczyłam się polskiego na zakupach. Taki kryzys językowy trwał mniej więcej trzy lata. Wtedy czułam się jakbym nie znała ani polskiego ani rosyjskiego. Uczyłam się domowymi sposobami. Kiedy wychodziłam na zakupy zastanawiałam się jak wypowiedzieć nazwy kiełbas. Nie wiedziałam co to śląska, czy zwyczajna. Więc kupowałam tylko kiełbasę zwyczajną, bo tylko jej nazwę nauczyłam się wymawiać. Potem zaczęłam pracować w agencji artystycznej. Robiłam swoje własne występy gimnastyki artystycznej. Robiłam to, czym zajmowałam się zawsze.

Nie wspomniałam chyba jeszcze, że w Rosji pracowałam w Cyrku i w Filharmonii jako kobieta guma. Zajmowalam się akrobatyką. Moja siostra bliźniaczka do tej pory pracuje w cyrku. Nasi rodzice byli zupełnie „normalni”. Mama była nauczycielką, taka pracował jako śledczy. Ja też, jak byłam mała, marzyłam by być detektywem. Jednak siostra przyciągnęła mnie do cyrku i do teraz bardzo to lubię.

A Poznań pokochałam od razu. Nie lubię dużych miast. Mieszkałam w Moskwie, w Permie i nie czułam się tak dobrze. Te wielkie miasta w Rosji nie mają duszy. Ja tam nie czuje się przytulnie, dobrze, tylko ginę gdzieś w tłumie. Czuje się malutka. Uliczki są wąskie, możesz przyglądać się ludziom. Zaczęłam pracować w klubie Starówka i było mi tam bardzo dobrze. Najpierw robiłam występy, imprezy, potem kierowniczka klubu namówiła mnie bym prowadziła jogę dla osób starszych, a starsze Panie mają tam od 70 lat w górę. Na początku nie wiedziałam, co z nimi robić. Teraz te panie tak kochają jogę, że stała się ich ulubionym tematem. Nauczyły się oddychania, kontroli nad ciałem. Niektóre starsze panie lepiej wykonują asany niż młodzi ludzie.

Joga uczy ludzi dbać o siebie w prawdziwy sposób, uczy nie bać się ruchu. Uczę jogi również w Akademii Walki z Rakiem. To taka młoda organizacja. Psychologowie pracują tam z osobami po chorobie. Kiedy chory przejdzie już najgorsze fizyczne problemy, przychodzi do mnie ćwiczyć jogę. Tam jest przepiękna atmosfera.

To jest teraz najważniejsze w moim życiu. Mój mąż bardzo mnie wspiera, pomaga mi. Przez długi czas nie miałam żadnego konkretnego zajęcia. Oczywiście uczyłam się języka i wciąż dbałam o to, co umiałam robić ze swoim ciałem. Teraz jednak możemy cieszyć się z mężem moim sukcesem, tym że, jak mówi Piotr, „znowu cię tak szanują, znowu cię tak kochają, tak Ci dobrze idzie i coś dla kogoś robisz”. To nam pomaga w miłości, bo przecież miłości się zmienia. Jesteśmy sobie potrzebni, pomocni. Wzmacniamy swoją miłość i pomagamy sobie nawzajem.
 
Copyright ©Forum Kultur