PL/EN


 

 

 

 

Untitled Document
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

 



PORTRETY

Vincenzo, Włochy.

Na początku Polska wydawała mi się bardzo podobna do Włoch, mam jednak wrażenie, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat coś się tu zmieniło. Atmosfera i ludzie są bardziej ponurzy. Mam wrażenie, że Polacy smutnieją, kiedy nie mają o co walczyć. Zachowują się jakby próbowali chronić coś, czego nikt nie próbuje im odebrać.

Moja mama, która już przesiąknęła włoskimi cechami, też zdała sobie tego sprawę. Zawsze kiedy przyjeżdża do Polski i wychodzi z babcią na spacer, babcia krzyczy na nią oburzona „nie śmiej się tak, przecież wszyscy na ciebie patrzą!”.

Polskiego uczyłem się od dziecka. Moja mama przyjechała do Włoch 30 lat temu, wyszła za mojego ojca i kilka miesięcy później urodziłem się ja. To ona „zmuszała” mnie do mówienia po polsku, chciała bym podtrzymał jej rodzimą kulturę. Pamiętam, że gdy wracałem z przedszkola i zaczynałem nawijać po włosku, mama nonszalancko mi przerywała zdaniem „nie rozumiem”. Jestem jej teraz za to bardzo wdzięczny. Dzięki posiadaniu podwójnych korzeni czuję się bogatszym człowiekiem, ale niestety mam też zawsze za czym tęsknić.

Muszę przyznać, że w Polsce ostatnio trudno jest rozmawiać o poglądach. Mówię to jako Włoch i jako Buddysta. Choć może się to wydawać dziwne, Włochy to europejska „stolica” buddyzmu. Japońska szkoła buddyjska Nichirena Daishonina, do której należę, liczy we Włoszech setki tysięcy praktykujących.

Gdy w Polsce ktoś się zdeklaruje jako Buddysta, lewicowiec, czy homoseksualista (to ostatnie akurat mnie nie dotyczy), od razu jest atakowany jako komunistą, pedał, Żyd czy mason. Dyskusje często kończą się stwierdzeniem „bo tak jest” a kiedy pytam dlaczego, słyszę „bo tak było zawsze”. Tego nie pamiętam u Polaków sprzed dziesięciu lat, gdy zbierali owoce swoich wygranych walk. Teraz zamiast walczyć, szuka się winnych, a „inny jest zawsze winny”.

Ja z koleji wykorzystuję fakt że jestem „innym”, czyli Włochem w Polsce, prowadząc audycję o Włoszech w Radio Afera. Ostatnio, o dziwo udaje mi się mówić o czymś innym niż tylko o wygłupach Berlusconiego, najwyraźniej nasz drogi premier pojechał gdzieś na wakacje. Mam dzięki temu więcej czasu na opowiadanie o włoskiej muzyce, kuchni i historii. Pytasz kto w Polsce chce słuchać o Włoszech? Wiem na pewno, że słuchają mnie taksówkarze i studenci. No i oczywiście moja mama.

Robię też projekty społeczno-kulturalne w stowarzyszeniu „Good music organisation”. Od półtora roku wraz z młodzieżą ze szkół średnich pracujemy nad wystawieniem musicalu „Tommy”, opartym na utworach ze słynnej płyty The Who. Trzeba przyznać, że z polską młodzieżą współpracuje się ciężko. Widzę u nich wielką pasywność. Kiedy już się obudzą to idą jak burza, ale żeby do tego doprowadzić potrzeba ogromnej ilości „prądu”. Apatia młodzieży jest najczęściej maskowana złością, konserwatyzmem i brakiem czasu.

Myślę, że tylko sztuka może w tym przypadku rozszerzyć pole widzenia. Tego nauczyły mnie doświadczenia, jakie zdobyłem podczas studiów we Włoszech, grania w kapelach, teatrach i organizowania festiwali. Otwarcie na sztukę, to moim zdaniem jeden z największych atutów kultury europejskiej. W Ameryce kultywuje się profesjonalizm, a u nas w Europie wszechstronność, otwarty umysł, elastyczność mózgu i żywą wyobraźnię.

Dlaczego przyjechałem do Poznania? Po pierwsze chciałem wrócić do swoich korzeni, poznać inną część siebie. Poza tym szukałem miejsca, gdzie mógłbym się realizować, a w Berlustanie, jak ostatnio międzynarodowe gazety nazywają Włochy, nie mogłem znaleźć niczego interesującego i opłacalnego.

Teraz pracuję w wielkiej polskiej firmie, która świetnie sobie radzi na arenie międzynarodowej. Zajmuję się sprzedawaniem polskich „specjałów przemysłowych” do Włoch i jestem z tego bardzo dumny.

 

 

 
Copyright ©Forum Kultur