PL/EN


 

 

 

 

Untitled Document
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

 



PORTRETY

Terumichi, Japonia.
Monika, żona Teru.

Teru: Pochodzę z Japonii. Urodziłem się w mieście Kanazawa, nad morzem Japońskim. Studiowałem rusycystykę w Sapporo i polonistykę w Tokio. Interesowałem się literaturą, teorią literatury. Potem zacząłem szukać czegoś innego, ciekawszego. Odnalazłem teatr. Czytałem dużo o teatrze polskim, szczególnie o teatrze Tadeusza Kantora i dlatego zacząłem się uczyć języka polskiego. Pojechałem na stypendium do Krakowa, miasta Kantora. Kraków to moje ukochane miasto. Potem wróciłem do Japonii i pracowałem przez pięć lat jako tłumacz. Do Poznania przyjechałem … do żony. To znaczy wtedy nie była jeszcze moją żoną. Z Moniką poznaliśmy się w Tokio.

Monika: Teru był moim urodzinowym prezentem. Nasz wspólny przyjaciel urządził mi urodziny, nie miałam tam jeszcze własnych znajomych, więc zaprosił swoich przyjaciół. Między innymi Teru. Ja zajmuję się literaturą Japońską. Teru dał mi wtedy książkę, o której marzyłam. Szybko zauważyliśmy, że mamy identyczne poglądy, wspólne zainteresowania. Zaczęliśmy się przyjaźnić. To było 12 lat temu. I od tej pory właściwie cały czas byliśmy w kontakcie. Ja jestem japonistką, on polonistą. Pomagamy sobie. Teru pomagał mi przy pracy doktorskiej, ja jemu przy tłumaczeniu wierszy Poświatowskiej. Byliśmy przyjaciółmi, mogliśmy liczyć na siebie. Teru jest niezwykły, zna około 7 języków!

Teru: Naprawdę? Siedem? Tak naprawdę nauczenie się pierwszego języka jest trudne, potem łatwo już się uczyć. Języki słowiańskie są podobne, szybko się w nich orientuję.

Teru: Moja żona była bardzo wierząca. W zeszłym roku przyjechałem do Moniki i zauważyłem, że bardzo się zmieniła. Zacząłem szukać powodów. Spędziliśmy razem 3 miesiące i wtedy poznałem braci ze wspólnoty przy klasztorze oo. jezuitów.

Monika: Gdyby nie nasza wiara nie bylibyśmy małżeństwem. Bracia nie chcieli wypuścić Teru z Polski!

Teru: Przychodziłem na msze, na modlitwy. Czułem, że mogę zbudować tu coś bliskiego. Zauważyłem taki związek między żoną a braćmi. To ten związek ją zmienił. Miłość do ludzi, do Boga.

Monika: Teru zaczął myśleć o tym, by przyjąć chrzest. W międzyczasie, o czym my nie wiedzieliśmy, zgodnie z tradycją japońską, ponieważ Teru ma 36 lat, w mieście Kanazawa pojawiła się pani doktor, która zdecydowała się wyjść za mąż za Teru. Rodziny postanowiły ożenić tych dwoje. Kiedy Teru wrócił małżeństwo było już przygotowywane.

Teru: Ostateczna decyzja należała do mnie, ale wstępne ustalenia do rodziców. Taka jest tradycja. Wtedy powiedziałem rodzicom, że chcę przejść na katolicyzm. To było dwa dni po powrocie. Powiedziałem też, że znalazłem już swoją przyszłą żonę, że będę mieszkał w Polsce... Na początku byli w szoku. Ja jestem najstarszym synem. W kulturze japońskiej najstarszy syn dostaje cały spadek, ale w zamian za to ma obowiązek utrzymywania starych rodziców. Moi rodzice są wyznania buddyjskiego. Myślałem, że nie pogodzą się z moją decyzją. Kiedyś przy kolacji ojciec zapytał mnie „co ty tutaj robisz?”. Odpowiedziałem: jem kolację. Tata na to: „dziś jest niedziela, musisz chodzić do kościoła”! Rodzice uszanowali moją decyzję

Teru: Jeśli chodzi o prawo, to nie jest łatwo zamieszkać w Polsce. Jeśli pracuje się dla jakiejś firmy japońskiej, to formalności załatwia firma, ale jeśli chce się zrobić to na własną rękę, to jest to bardzo trudne. Podania, terminy, formularze...

Monika: Straszono nas, że jeśli w danym terminie nie złożymy danego dokumentu, to Teru będzie musiał wyjechać i nie będzie mógł wrócić do Polski przez pół roku po naszym ślubie. Formalności były koszmarem. Policja przychodziła do domu, wypytywali sąsiadów. Sprawdzali czy nie kłamiemy.
Teru: Sprawdzali, czy mieszkam pod wskazanym adresem.

Monika: Gdyby Teru był Polakiem, mógłby mnie bić i pić i nikt by tego nie sprawdzał.

Teru: W urzędzie mieliśmy stawić się razem, ale przesłuchiwani byliśmy osobno. Nikt nie powiedział nam, w jakim celu. Zadawano nam te same pytania.

Monika: Mi powiedziano, że to przesłuchanie ma wykazać, czy mój przyjaciel, przyszły mąż, nie jest dla mnie zagrożeniem. Było mi wtedy bardzo przykro.

Teru: Było dużo dziwnych pytań. Na przykład: jaki mebel służy nam do spania. Sprawdzali nas.

M: Podaliśmy odmienne odpowiedzi na pytanie: co wisi na oknie w sypialni. Ja powiedziałam, że roleta, Teru, że firanka.

Teru: Dla mnie nie było różnicy. Nie znałem zresztą tego słowa.

Monika: To jest tez kwestia słów. Wywiad odbywa się po polsku. Można przyjść z tłumaczem przysięgłym, ale to już są koszta. Cała procedura łączy się z masą dokumentów i tym samym dużo kosztuje. Ksera, wypisy z rejestrów... To są duże koszta. Wszystko musi być tłumaczone przez tłumacza przysięgłego. Na szczęście mieliśmy wsparcie wielu osób.

Teru: Pewnego dnia, kiedy byliśmy w trakcie załatwiania formalności mojego pobytu zadzwonił telefon i ktoś zaprosił mnie na casting do filmu „Świadectwo”. Właśnie wczoraj widzieliśmy ten film. Zagrałem tam księdza, który uczy papieża modlić się po japońsku. To ciekawe: przeszedłem na katolicyzm, wziąłem katolicki ślub i niedługo potem zagrałem księdza. Na co dzień jednak zajmuję się czymś innym. Od października uczę japońskiego w Wyższej Szkole Języków Obcych.

Monika: Ja uczę na japonistyce, na UAM.

 

 
Copyright ©Forum Kultur